Za górami, za lasami, w krainie jedwabnego lasu i szumiącej rzeki mieszkała pewna sowia rodzinka. Mama sowa wychowywała samotnie trzy małe sówki. Każda z nich sprawiała jej taką samą radość, jednakże teraz, gdy najmłodsza sówka Anusia poszła do szkoły, pojawiło się też trochę zmartwień. Chociaż sówka starała się, jak tylko mogła, przynosiła ze szkoły same złe oceny. Mama sowa nie potrafiła tego zrozumieć.
– Anusiu, jesteś przecież sową, jak to możliwe, że nie jesteś mądra? Przynosisz do domu same złe oceny, na zebraniu pani nauczycielka wciąż skarży się na twój brak postępów. Jak to możliwe? – spytała ją raz zatroskana mama.
– Nie wiem, mamusiu. Przecież staram się, jak mogę. Nie rozumiem, dlaczego mi nie wychodzi. Nie potrafię zrozumieć niczego, co jest na tablicy – odpowiedziała bezradnie sówka.
– Pani nauczycielka jest bardzo doświadczona, na pewno potrafi wszystko dobrze wytłumaczyć – pokręciła głową mama.
W tym momencie do ich rozmowy wtrąciły się dwie starsze siostry – Weronika i Agatka:
– Ależ jak najbardziej istnieją głupie sowy, mamo. Nasza Ania jest tego najlepszym przykładem – pohukiwała Weronika złośliwym tonem.
– Pewnie że tak, przecież nie wszystkie sowy mogą być mądre – wtrąciła druga z sióstr, Agatka.
Sówka Anusia ze smutkiem spuściła oczy i skryła się w kącie.
– Nie szkodzi, córciu, nawet jeśli nie jesteś zbyt bystra i nie masz dobrych ocen, kocham cię równie mocno jak twoje siostry. Ale mogłabyś się odrobinę bardziej postarać – powiedziała mama sowa życzliwy głosem.
Następnego dnia, gdy sówka Anusia szła do szkoły, zza rogu wybiegli jej szkolni koledzy i zaczęli jej dokuczać.
– Głupia sowa, hu hu, hu hu – naśmiewał się z niej zając. Po czym jeszcze ją popchnął.
– Słyszeliśmy, że jesteś najgłupszą sową w całej szkole, a nawet w całym lesie. To prawda? – zaatakowali sowę…