W małym kurniku na skraju wsi mieszkała kurka Lidka. Wraz z nią mieszkały tam też inne kury oraz kogut Kamil. Zadaniem kurek było znoszenie i wysiadywanie jajek. Również i Lidka siedziała w gnieździe, w którym leżało pięć bielusieńkich jajeczek. Już niebawem miała wylęgnąć się z nich piątka żółtych kurczaczków.
– Muszę wysiedzieć je do Wielkanocy, by były prawdziwymi kurczaczkami wielkanocnymi – gdakała do siebie Lidka.
Był Wielki Piątek i ludzie szykowali się już do świąt, jednak praca w gospodarstwie nie może czekać – piątek, świątek czy niedziela. Dlatego gospodarz przyszedł do zagrody tak jak zwykle. W ręce trzymał wiadro z ziarnem, a gdy wchodził na wybieg dla kur, zaczął głośno wołać:
– Cip, cip, ciiip, halo, gdzie jesteście, dziewczęta?
Lidka była strasznie głodna. Wystartowała ze swojego miejsca, żwawo przebierając nogami, i w okamgnieniu była tuż obok gospodarza. Dziobała ziarno tak szybko, że ten nie mógł się nadziwić.
Lidka wiedziała jednak, dlaczego to robi. Musi spieszyć się z powrotem do gniazda! Ogrzewać swoje jajeczka, inaczej nie wylęgną się jej kurczaczki! Gdy więc tylko napełniła swój kurzy brzuszek, odwróciła się i ruszyła z powrotem do kurnika.
Ale cóż to? Już pierwszy rzut oka na gniazdo podpowiedział jej, że liczba jajek się nie zgadza. Jedno, dwa… Gdzie pozostałe trzy jajeczka? Ktoś je zabrał!
– Och, nie! Muszę je ogrzewać, bo inaczej nie wylęgną się z nich kurczaczki! – rozpłakała się Lidka.
Jej szloch usłyszał kogut Kamil, który kończył właśnie dziobać ostatnie ziarenka. – Co się dzieje, Lidziu? – spytał z troską.
– Ktoś ukradł mi trzy jajeczka! Lada moment mają się z nich wykluć kurczątka. Ale muszę ogrzewać je swoim ciałem. Bez ciepła się nie wylęgną! Ach, co ja pocznę?!
Kamil naprężył się, głośno zapiał, by zebrać wszystkie kury w jednym miejscu, i wykrzyknął …