W malowniczej wiosce na brzegu wielkiej rzeki mieszkał młody mężczyzna. Pewnego ranka postanowił on, że wybierze się do odległego lasu palmowego, by zebrać tam świeże kokosy, które sprzeda następnie na targowisku. Zanim jednak wyruszył w długą drogę, musiał jeszcze pójść do kowala, by zrobił dla jego konia nowe podkowy, czekała go bowiem trudna podróż. Do tego miał wracać z dużym i ciężkim ładunkiem.
Wkrótce znalazł się więc w kuźni. Kowal natychmiast zabrał się do pracy. Najpierw rozpalił porządny ogień, by żelazo zaczerwieniło się lekko od gorąca, później zaś zaczął kuć jedną podkowę za drugą. Gdy wszystkie podkowy były gotowe, przybili je wspólnie koniowi do kopyt. Gdy tylko skończyli z ostatnią podkową, koń radośnie zarżał.
Można było w końcu wyruszać w drogę. I rzeczywiście był już najwyższy czas, jeśli młody mężczyzna chciał wrócić jeszcze przed wieczorem. Zaprzągł zatem konia do drewnianego wozu, machnął biczem, po czym ruszyli w stronę gęstego lasu. Droga była rzeczywiście bardzo długa, ponieważ najlepsze kokosy rosły na najwyższych drzewach, te zaś znajdowały się głęboko w lesie. Młodzieniec uprzyjemniał więc sobie podróż, pogwizdując.
W końcu dotarli do górskiego strumienia, który płynął przez gęsty las. Gdy młodzieniec zeskoczył z wozu, spojrzał w górę i zobaczył wysoko na drzewach mnóstwo wielkich kokosów. Na pojedynczym drzewie kokosowym było ich chyba z pięćdziesiąt.
„Takie na pewno będą się dobrze sprzedawać – pomyślał mężczyzna. – Teraz tylko zerwać je z palm. Tylko jak?”
Drzewa rzeczywiście były wysokie, niektóre miały na pewno ze trzydzieści metrów. Przez chwilę stał i rozmyślał, niebawem jednak wpadł na pewien pomysł. Będzie zrzucać kokosy za pomocą kamieni ze strumienia. Wziął zatem jeden z większych kamieni i rzucił nim, jak najwyżej umiał. Kamień przeleciał jednak tuż obok wielkiego orzecha kokosowego. Natychmiast wziął do ręki drugi kamień i nim też rzucił w …