Mała Klaudia trzymała mamę za rękę, by się nie zgubić. Szły bowiem przez duży, gwarny terminal lotniska. Wszędzie pełno było obcych ludzi, którzy z walizkami, torbami, prezentami i pudłami przemieszczali się we wszystkich kierunkach po całym lotnisku. Nad ich głowami wisiały świąteczne ozdoby. Następnego dnia było Boże Narodzenie, więc każdy starał się jak najszybciej wrócić do domu, do swoich bliskich.
Klaudia z mamą przeszły przez piszczącą bramkę. Torebkę mamy i pluszową małpkę Klaudii musiały położyć na przesuwającej się taśmie. Jakiś pan w mundurze sprawdzał, co jest w środku. Klaudia też z ciekawością patrzyła, co znajduje się w brzuchu jej małpki. Jak na jakimś rentgenie. Na szczęście okazało się, że pluszowa małpka jest zdrowa i nie ma w brzuszku niczego.
Poszły więc z mamą dalej, w kierunku dużych okien, gdzie Klaudia zauważyła zaparkowane ogromne samoloty. Widok zasłaniały jej krążące za oknem płatki śniegu.
– Hura, pada śnieg! – ucieszyła się Klaudia.
„No to koniec, sypie!” – pomyślała z kolei mama. Zaczęła się trochę bać, że z powodu śniegu samoloty będą opóźnione.
Klaudia patrzyła ze spokojem, jak prześwietlają torebki, walizki i torby innych ludzi i głaskała swoją pluszową małpkę.
Nagle jednak dał się słyszeć jakiś krzyk. Jakiś pan z rozmierzwionymi włosami nie chciał położyć swojej walizeczki na taśmie do prześwietlania bagażu. Musieli mu ją odebrać siłą. Pan wciąż powtarzał: – Orchestra, orchestra!
Ochrona lotniska zaczęła nerwowo rozmawiać przez krótkofalówki. Uruchomił się alarm, nadbiegli kolejni strażnicy, do tego wszystkiego zaczął jeszcze szczekać pracujący na lotnisku pies służbowy.
Klaudia przytuliła się do mamy. Pozostali podróżni również zaczęli się oglądać. Śnieg za oknami sypał coraz mocniej. A pana, który wciąż pokrzykiwał: – No, no, orchestra! – umundurowani mężczyźni ciągnęli gdzieś do tyłu, do przeszklonego biura.
Klaudia z mamą widziały, jak policjanci otwierają jego walizeczkę.…