Rodzina Ani wprowadziła się do miasta o nazwie Magiczna dolina. Dziewczynka nie mogła sobie tam jednak znaleźć przyjaciół. Była nieśmiała, a wszystko było dla niej nowe i obce.
Była zima i rankiem spadł świeży śnieg. A ponieważ Ania była sama i było jej smutno, ulepiła sobie przynajmniej wielkiego, cudownego bałwana. Miał malutkie oczy ze lśniących kamyczków, nos z pomarańczowej marchewki i szeroko się uśmiechał. Ręce miał ze śniegu, a w jednej z nich trzymał miotłę. Na głowę Ania wsadziła mu okrągłą donicę, na której jeszcze w lecie namalowała kwitnące niezapominajki.
Lepienie bałwana zajęło jej całe popołudnie. Nie zauważyła nawet, jak zapadł zmrok i nastał czas, by wracać do domu na kolację.
Przed snem mama przeczytała Ani bajkę o księżniczkach, zaśpiewała ulubioną piosenkę i życzyła jej dobrej nocy. Gdy dziewczynka w końcu usnęła, przyśnił jej się sen, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Był to bardzo dziwny sen.
Śniło jej się, że bałwan, którego tak pracowicie lepiła po południu, ożył. Chciał jeździć z nią na sankach, bić się na śnieżki i robić milion innych rzeczy. I tak jeździli na sankach, rzucali się śnieżkami, robili anioły na śniegu i inne śmieszne rzeczy.
Gdy Ania obudziła się rano, opowiedziała swój sen mamie. Ta roześmiała się, po czym z poważną miną dodała:
– To był bardzo piękny sen. A wiesz, że czasami sny naprawdę się spełniają?
Natychmiast po śniadaniu dziewczynka poszła obejrzeć swojego bałwana. Jak wielkie było jednak jej zdziwienie, gdy ten czekał na nią od razu pod drzwiami! Do tego jeszcze się uśmiechał i wesoło machał na powitanie.
Ania stanęła początkowo jak wryta, później jednak ucieszyła się i pobiegła w stronę nowego kolegi. Mama spoglądała z niedowierzaniem przez okno – widziała, że bałwan córki ożył, a ona tańczy z nim właśnie zimowego walca. Przetańczyli tak całe przedpołudnie.…