Za chmurkami na niebie mieszkała okrągła kuleczka. Była złociście żółta i świeciła na wszystkie strony. Miała wiele rąk i nóg, które nazywała promieniami.
Każdego ranka kuleczka przeciągała się, ziewała i rozklejała oczka. Tak samo było i dzisiaj.
– Co by tu zrobić? – zastanowiła się, po czym ruszyła na nieboskłon. Po chwili spotkała chmurkę.
– Cześć, chmurko! – przywitała się kuleczka.
– Cześć, słoneczko! – odparła chmurka.
– Aha, Słoneczko! Tak się nazywam – przypomniała sobie radośnie kuleczka.
Aż tu nagle łup-trrrach! Odezwało się potężne uderzenie.
– Co to było? – przestraszyło się słoneczko.
– Nie bój się! – uspokoiła je chmurka. – To moja koleżanka, chmura burzowa!
Łup-trrrach! Odezwało się kolejny raz.
Słoneczko przestraszyło się jeszcze bardziej i ukryło za chmurką.
Nad miastem, które znajdowało się pod chmurą burzową, szalały pierwsze błyskawice. Powoli zaczynało padać i wiać. Ludzie biegali tam i z powrotem, starając się ukryć pod parasolami, które z góry przypominały kolorowe kuleczki.
Słoneczko obserwowało to wszystko zza chmurki.
– Nie bój się mnie! – zachęciła słoneczko chmura burzowa. – I tak muszę płynąć dalej! – dodała.
Słoneczko uśmiechnęło się, ostrożnie wyszło spoza chmurki i kontynuowało swoją wędrówkę po niebie.
A ponieważ było okrągłe, szło mu to dobrze. Toczyło się coraz bardziej na zachód. Po drodze widziało na ziemi piękną okrągłą piłkę. Przed sklepem wystawione były zielone okrągłe arbuzy. Kawałek dalej leżała porzucona przez kogoś okrągła pomarańcza. Nawet Ziemia, na którą słoneczko spoglądało z nieba, była okrągła.
Łup-trrrach! – usłyszało słoneczko w oddali. Ale już się tak nie bało. Dla dodania sobie odwagi śpiewało piosenkę:
– Toczę się wesoło, nie boję się niczego! – Wyciągało swoje promienie tak daleko, jak tylko potrafiło.
Ludzie w mieście rozkoszowali się ciepłymi promieniami słońca. Cieszyli się, że już po burzy.
Chodnikiem szła…