Pavol Dobsinsky
Złota prządka
Zarozumiałość matki pewnej Hanki stawia biedną dziewczynę w trudnym położeniu – musi nauczyć się prząść złoto. Na szczęście z pomocną dłonią przychodzi tajemniczy karzełek. Żąda on jednak za swoją pomoc wysokiej ceny.


W pobliżu gór, na małej polance stał sobie mały drewniany domek z dużymi zielonymi
Koźlątka miały dopiero kilka tygodni, dlatego z domku wychodziły wyłącznie w towarzystwie koziej mamy. Były jeszcze malutkie, ale już zaczynały pokazywać różki, dokazywać i rozrabiać. Dlatego ich mama próbowała tłumaczyć im, jakie przeróżne niebezpieczeństwa mogą spotkać dokoła.
Podczas jednej z wycieczek kozia mama zaprowadziła ich aż za szumiący
Kozia mama chciała właśnie skrzyczeć łobuziaków – nie godzi się bowiem objadać krzaczków owocowych górala – lecz nagle dało się słyszeć wściekłe
– Koźlątka drogie, mam nadzieję, że na zawsze zapamiętacie, jakie niebezpieczeństwo wam tutaj grozi i nie będziecie same tak daleko chodzić – powiedziała surowo kozia mama.
– Tak, tak, tego możesz być pewna, mamusiu! Tego wielkiego psiska na pewno tak łatwo nie zapomnimy. Dom górala będziemy obchodzić szerokim łukiem – powiedziało jedno z koźlątek, wciąż jeszcze trzęsącym się głosem.
Ale największe niebezpieczeństwo groziło koźlątkom w pobliskim