Wakacje dobiegały końca i nadszedł czas, by znów zacząć myśleć o szkole. Maćka i Jakuba czekał niebawem powrót z zamku do miasta. Na samą myśl o tym, chłopcy tracili humor. Spędzone u dziadka Ferdynanda, kustosza zamku, lato, było dla nich najlepszym okresem w roku. Kochali zagadki i poszukiwania, a w tym miejscu mieli tego aż nadto.
Zamyśleni bracia spacerowali wokół zamku i nie byli dziś zbyt rozmowni. Maciek mimowolnie kopnął leżący obok chodnika spory głaz. Dało się spod niego słyszeć zaskakujące brzdęknięcie.
– Słyszałeś? – spytał Jakub i zrobił krok w tył.
– Czyżby ktoś coś schował pod tym kamieniem? – Maciek uklęknął i zaczął przyglądać się kamieniowi. Po chwili chłopcom udało się go odsunąć, a w jego miejscu pojawił się drewniany właz. Spora jego część pokryta była mchem i porośnięta trawą, ale w jednym rogu widać było metalową obręcz. To ona zadźwięczała po kopnięciu w zasłaniający ją kamień.
Bracia z zapartym tchem wyczyścili właz. Jego podniesienie kosztowało ich sporo wysiłku, w końcu jednak im się to udało. Pod włazem krył się ciemny otwór prowadzący w nieznane.
– Super, dokładnie tego trzeba mi było do szczęścia. Kolejna czarna dziura pełna pająków – westchnął Kuba.
– Bez przesady. A co, jeśli znajdziemy tam coś cudownego? – motywował go Maciek, który zaczął już schodzić po drewnianej drabinie.
– A jeśli będą tam pająki? Odkryjemy, że jesteśmy w muzeum historycznym pełnym pajęczyn? – marudził Jakub. W końcu jednak chcąc nie chcąc ruszył za bratem.
Po chwili znaleźli się w wąskim kamiennym tunelu, który prowadził w kierunku zamku. Również jego ściany pokryte były mchem, zaś w powietrzu unosiła się zatęchła woń dawnych czasów. Ich latarki rzucały długie cienie, które poruszały się wraz z nimi.
– Mam takie dziwne przeczucie, że nie jesteśmy tu pierwsi – szepnął Maciek…