Był sobie raz domek, który wyglądał jak kwadrat. Wszystkie jego boki były tej samej długości. Był piękny, malutki i żółty. Stał na samym końcu wioski, tuż pod lasem, w którym rosło wiele drzew. Znajdował się tam też paśnik dla zwierząt. Był to karmnik dla zajączków – mały, przycupnięty nad ziemią, przypominający domek. Jego boki też były równej długości. Przypominał małą kostkę, którą bawią się dzieci. Bywa ona czerwona, żółta, niebieska lub jaka tylko chcecie. Z takich kwadratowych kostek, postawionych jedna na drugiej, można zbudować wieżę. Wieżę wysoką aż do nieba.
Również w żółtym domku stała taka właśnie wieża z kostek. Zbudował ją mały Piotruś. Wokół niej widać było urodzinowe balony, konfetti i duży kwadratowy obrazek z napisem „Wszystkiego najlepszego”. Najbardziej rzucała się w oczy znajdująca się na nim wielka cyfra cztery. Piotruś namalował go wspólnie z mamą w zeszłym tygodniu.
– Jeszcze tylko jedna noc i będę mieć urodziny! – cieszył się. Nagle usłyszał stukanie w okno. Właśnie zaczęło padać.
– Mamusiu, ojej, na zewnątrz mocno pada! – krzyknął chłopczyk, gdy tylko dobiegł do okna. Również okno, przez które wyglądał do ogrodu, miało kształt kwadratu.
– Ach, chyba znów nie wyjdziemy na zewnątrz – westchnęła mama z kuchni. – Wiesz co, chodź tu, upieczemy razem ciasteczka. Wykroisz mi w cieście kształty, które już znasz – powiedziała.
– To jest kwadrat! – krzyknął Piotruś, wciskając kwadratowy wykrawacz w ciasto. Wyjął go ostrożnie, po czym położył mały kwadrat na blasze.
– Dobrze – pochwaliła go mama, głaszcząc po głowie.
– To jest serduszko, a to kółeczko! – szczebiotał wesoło chłopczyk.
Wspólnie wykroili jeszcze kilka innych wzorów: nie tylko kwadraty, kółka i serduszka, ale także gwiazdki, prostokąty, trójkąty, a nawet jednego niedźwiedzia. Później posmarowali wszystko jajkiem i upiekli.
Gdy ciasteczka były gotowe, deszcz ustał. Na kwadratowych…