Pierwszy ziewnął tata. I nie było to wcale byle jakie ziewnięcie. Wyglądał, jakby chciał połknąć caluteńki kubek herbaty. Jego otwarte usta przestraszyłyby nawet krokodyla. Głębokie ziewnięcie udzieliło się również mamie, która niosła właśnie kosz ze świeżym praniem. Z wyczerpania aż się potknęła.
– Auć! – krzyknęła głośno. – Z tego zmęczenia już niedowidzę.
Dwójka ich małych synków, Jonasz i Witek, siedziała na kanapie i zażarcie o czymś dyskutowała. Z oddali wydawało się, że rozmawiają na temat ulubionej gry, jak to chłopcy, teraz jednak zajmowali się czymś o wiele ważniejszym. Obaj zauważyli, jak bardzo zmęczeni są dziś rodzice.
– Zobacz – szepnął Jonasz do brata – biedny tata! Wygląda, jakby nie spał od tygodnia. A mama chyba zaraz zaśnie na stojąco. Oboje powinni natychmiast iść do łóżka – stwierdził.
I tak bracia zdecydowali, że trzeba położyć rodziców spać. Uknuli więc plan, jak najszybciej oboje uśpić. Nie chcieli, by tata do późna wpatrywał się w monitor, a mama prasowała. Jak jednak poradzić sobie z dwójką dużych, ciężkich dorosłych?
Witek dobrze wiedział, co zadziała na tatę. Czasami usypiał on bowiem na kanapie. W odróżnieniu od dzieci nie potrzebował bajek, wystarczyło, że ktoś długo do niego gadał. Chłopiec wymyślił więc, że wykorzysta tę słabość. Zwabił tatę na sofę, przygasił światło i włączył radio. Gdy tylko dały się z niego słyszeć słowa takie jak „budżet”, „ustawa” czy „podatki”, wiedział, że jest na dobrej drodze.
Jonasz miał się z kolei zająć mamą. Odniósł, czy raczej odciągnął kosz z bielizną do garderoby i posadził ją w fotelu.
– Widziałem, że już ledwo powłóczysz nogami. Odpocznij sobie, dobrze? Przynieść ci trochę mleczka? – Zanim zdążyła przytaknąć, szklanka stała już na stole.
W końcu przykryli rodziców kocem, każdy swoim, i przytulili się do nich. Witek głaskał po głowie tatę, Jonasz mamę. Szeptali im…