W dawnych czasach żyli sobie małżonkowie, którzy bardzo chcieli mieć dziecko, ale ich pragnienie pozostawało niespełnione. Ogromnie ich to martwiło, modlili się więc żarliwie. Pewnego dnia nastąpił jednak cud: Bóg wysłał do nich anioła z wiadomością.
– Niebawem urodzi wam się syn, który będzie kimś wyjątkowym. Będzie siłaczem i bohaterem, który wyzwoli naród Izraela spod panowania Filistynów.
Małżonkowie bardzo się ucieszyli, a gdy urodził się chłopiec, dali mu na imię Samson, co znaczy „słońce”. Samson rzeczywiście wyrósł na potężnego siłacza, który niczego się nie bał. Pewnego dnia spacerował po winnicy, gdy nagle zaatakował go rozwścieczony lew. Samson bez mrugnięcia okiem powalił lwa gołymi rękami.
Gdy usłyszeli o tym jego rodzice, wezwali go do siebie:
– Samsonie, chłopcze. Nastał czas, by powiedzieć ci prawdę. To Bóg obdarzył cię taką siłą, byś mógł dokonywać wielkich czynów.
– Jeśli tak, wyruszę na wojnę przeciwko Filistynom i będę walczyć za nasz naród – zdecydował Samson.
I choć matka z ojcem woleliby, aby został w domu, wiedzieli, że nie można sprzeciwiać się losowi. Zwłaszcza, że Samson i tak nie miał sobie równych, nie musieli się więc o niego martwić.
Samson rzeczywiście był niepokonany w walce, co dodawało Izraelitom odwagi. Gdy pewnego razu wrogowie pojmali go i zamknęli na noc w ufortyfikowanym mieście, rano znaleźli tylko wyłamaną bramę – Samsona dawno już tam nie było.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby Samson nie zakochał się w pięknej dziewczynie o imieniu Dalila. Tyle że Dalila była Filistynką.
Oczywiście Filistyni pragnęli ją przeciągnąć na swoją stronę. Proponowali jej:
– Jeśli dowiesz się, skąd bierze się siła Samsona i jak można go pokonać, otrzymasz wielkie bogactwa.
Dlatego też Dalila próbowała wykorzystać miłość Samsona i usiłowała wyciągnąć z niego jego sekret. Samson długo wykręcał się różnymi odpowiedziami, Dalila traciła więc powoli…