Hodża Nasreddin znany był w całym mieście jako bardzo mądry człowiek i jednocześnie wielki dowcipniś. Ktokolwiek miał z nim do czynienia, jeszcze długo wspominał jego sprytne pomysły.
Pewnego dnia Nasreddin postanowił, że ugotuje mięso w łagodnym sosie, by ugościć swoich przyjaciół. Nie miał jednak w domu wystarczająco dużego kociołka, by móc urządzić taką ucztę. Poszedł więc do sąsiada spytać, czy byłby tak dobry i użyczył mu swojego.
– Nic się nie bój, kochany sąsiedzie, oddam ci go jutro rano.
Sąsiad bez wahania pożyczył mu swój kociołek. Nasreddin spełnił, co obiecał, i już z samego rana przyniósł sąsiadowi kociołek z powrotem.
Gdy jednak sąsiad wziął go w ręce, zaskoczyło go, jak bardzo jest ciężki. Spojrzał do środka – i co widzi?
– Drogi sąsiedzie – powiedział ze zdziwieniem. – Przecież w moim kociołku jest jakiś mały garnek. To musi być jakaś pomyłka.
– Ależ skąd, absolutnie – zareagował z uśmiechem Nasreddin. – Wprost przeciwnie. Muszę oznajmić ci radosne wieści. Gdy twój kociołek był u mnie, urodził mu się mały garnuszek!
Sąsiad z niedowierzaniem zajrzał do wnętrza kociołka. Pomyślał sobie, że Nasreddin musiał zupełnie zwariować.
Ten jednak kontynuował:
– Maleństwo powinno zostać z matką. A ponieważ właścicielem matki jesteś ty, powinieneś zostawić sobie również i dziecko.
Sąsiad pokręcił tylko głową i postanowił dalej się nie kłócić. W końcu i tak dostał za darmo piękny garnek! Podziękował więc grzecznie i cieszył się z nowego garnka.
Jakiś czas później Hodża Nasreddin znowu odwiedził swojego sąsiada:
– Drogi sąsiedzie, chętnie pożyczyłbym jeszcze raz twojego kociołka, jeśli pozwolisz. Obiecuję, że oddam go szybko.
Sąsiad pomyślał: A dlaczego nie? Może znów odda mi go z kolejnym małym garnkiem, cieszył się w duchu.
Tym razem jednak Nasreddin nie zwrócił kociołka ani drugiego, ani trzeciego dnia. Minęło…